„Graj Twardo” Johna Wicka to zbiór tekstów – porad dla Mistrzów Gry. Jest to też początek serii almanachów, które planuje wydać Portal. Zanim przejdę do opisywania własnych wrażeń z lektury tej książeczki, chciałbym poznać was z Johnem. Może niektórzy z was znają go dobrze, albo, choć słyszeli o nim wcześniej. Dla mnie jest to zupełnie nowa osoba w świecie RPG, swego rodzaju odkrycie. Wracając jednak do Wicka. Najlepiej zacząć z grubej rury, ten człowiek stworzył Legendę Pięciu Kręgów i 7th. Sea, za które – oba – otrzymał nagrodę Origins w kategorii Najlepsza Gra Role-Play. Nieźle nie? A to nie wszystko, choć dość. Napisał również setki artykułów, książek i milion innych dziwnych rzeczy, za które nie dostał już nagród, ale stał się jednym z najbardziej znanych ludzi RPG w Stanach. No właśnie. W Stanach. W Polsce większość z was, podobnie jak ja, usłyszało o nim dopiero, kiedy Portal wydał tą broszurkę (o broszurce dalej). W Stanach do Wicka ustawiają sie kolejki graczy by móc, choć zerknąć na jego sesje, a teksty w magazynie Pyramid, (z którego to wybrane zostały do książki Graj Twardo) wzbudzają burze dyskusji. Jak sam pisze nazywają go i heretykiem, i bohaterem. A my nie wiemy nic. Oczywiście piję do totalnego braku rzetelnego informatora na rynku. Po upadku MiMa, który od czasu do czasu przemycał jakieś wieści z dalekiego zachodu, gracze albo szukają takich rodzynków na własną rękę, albo żyją w błogiej nieświadomość. Nie o tym jednak chciałem pisać, więc problem ten zostawię sobie na raz następny.
John Wick jest postacią, jest Osobowością. Ludzie drżą, kiedy przychodzą na jego sesje, w każdym razie On tak twierdzi. John jest człowiekiem, który potrafi się wypromować – to pewne. Lata rozpuszczania o sobie rozmaitych legend, owocowały narodzinami miliona kolejnych. W ogóle sam fakt mieszania wieści z życia osobistego z fachowymi poradami dla Graczy i Mistrzów, zbudował swoistą więź między nim, a rzeszami czytających go fanów. Po pierwsze jednak John Wick chce być uważany za Mistrza Gry. Za wrednego Mistrza. Przynajmniej on tak twierdzi. Graj Twardo to nie tylko almanach dla Mistrzów gry, to również całkiem zgrabnie skomponowana ulotka reklamowa. Wick jest swego rodzaju Celebrytą RPG. Innego rodzaju niż Paris Hilton, czy Doda – znane z tego, że są znane. Jego celebrytowość polega na ciągłym mówieniu o sobie i kreowaniu własnego wizerunku, tekstami, które mają szokować i wzbudzać kontrowersje, a więc i dyskusje. A te napędzają jego wielką marketingową maszynę. Takim kimś jest dla mnie John Wick. Ani go za to nie potępiam, a ni nie podziwiam. Jednak oddać mu trzeba, że zrobił to świetnie. Dowód? Sam właśnie stałem się kolejnym trybikiem napędzającym jego legendę. Teraz może wreszcie coś o samym Graj Twardo.
Zacznę może od strony wizualnej tego produktu. Format czegoś w okolicach A5. Ładna kolorowa okładka z wielkimi literami tytułu, ogromna kostką niepozostawiającą wątpliwości, do jakiej grupy odbiorców produkt jest skierowany. Na odwrocie chwytliwe slogany: „Poznaj najgorsze, najbrudniejsze, najbardziej niegodziwe sztuczki…” Słowo „naj” jest tu kluczowe. Dalej, na odwrocie, czytamy kto zacz ten John Wick i jakich to on nagród nie zdobył. Po takiej porcji nie chcemy już wypuszczać książki z rąk i zabieramy ją do domu. Misja spełniona – produkt zakupiony. W domu siadamy na fotelu i otwieramy z drżącymi rękoma pierwsze strony. Znowu ładnie, duża przyjemna w odbiorze czcionka, jakieś spirale i mazy na stronach, przejrzysty rozkład tekstu na stronie, dobra robota składu. Jednak pojawia się pierwsza gwiazdka niepokoju. Na każdej ze stron ktoś zostawił szeroki na pięć centymetrów pasek wolnej przestrzeni. Czyżby na notatki? Przewracamy kolejne strony, nie zważamy już na ziejącą z dołu kartek pustkę, zagłębiamy się w tekst i… skończyliśmy. Zerkamy na numer strony. 117. Na zegarek i jeszcze raz na stronę. Niemożliwe? A jednak. Po godzince książeczka jest już dokładnie przeczytana. Oto druga strona medalowej czcionki, rysuneczków i miejsca na „notatki”. Rzeczywisty tekst zmieściłby się pewnie na 30 stronach tego formatu. Mamy tu ich ponad sto. Iluzja godna Coperfielda.
To może trochę o samym tekście. Jest go za mało. I nie mówię już o szybkości czytania, po prostu po skończeniu tej książeczki chce się czytać dalej. Teksty są napisane świetnym, bardzo bezpośrednim, niekiedy ostrym językiem. Ignacy Trzewiczek bardzo dobrze poradził sobie z tłumaczeniem. Co prawda nie raz niemal widać, w których miejscach walczył ze sobą jak przetłumaczyć oryginał, nie raz poszedł na kompromis z naszym sztywnym językiem ojczystym, jednak generalnie wybrnął i wyszedł bardzo dobrze. Co więcej, w czasie czytanie (bez zwracania większej na to uwagi) wyłapałem jedynie dwa błędy! W porównaniu ze wcześniejszymi publikacjami tutaj jest po prostu profesjonalnie. Głęboki ukłon w stronę Rafała Szymy, który tekst zredagował.
Przejdźmy wreszcie do właściwego tekstu. Na początku wstęp. Wick mówi nam trochę o sobie, jak jeszcze dużo razy później, i o okolicznościach wydania zbioru swoich tekstów. W ten sposób poznajemy egocentrycznego Johna, ale to tylko preludium do tego co zobaczymy dalej. John Wick w lekkich i żartobliwych słowach przez następne sto stron opowiadać będzie nam dlaczego jest NAJlepszym Mistrzem i jak NAJlepiej uprzykrzyć życie graczom. No dobra, nie tylko o tym będzie, ale takie jest główne przesłanie. W pierwszym rozdziale „Uderzaj tam, gdzie naprawdę boli” Wick mówi nam jak zrobić naszym graczom piekło. Tak naprawdę mówi jak ON robi SWOIM graczom piekło, ale w końcu najlepiej uczyć na przykładach. Po pierwszym rozdziale stwierdziłem, że ludzie którzy grają u tego gościa muszą być jakimiś masochistami. To co się tam dzieje to koszmar każdego gracza. Serio. W drugim rozdziale (zatytułowanym wiele mówiącym „Brudzimy ręce”) Wick, znowu opowie kilka słów o sobie i tym razem wyjaśni wszystkim nieoświeconym, że każdy gracz jedyne czego pragnie to by jego postać została zmasakrowane, zbrukana i upodlona, a największe szczęście dla niego to wyjść cało po masakrze jako całkowity kaleka. Ciekawie nie? Nawet ma taką fajną maksymę, „Nikt nie chce grać pod Mistrzem Killerem. Ludzie kochają grać u wrednego Mistrza”. Następne akapity i rozdziały to kolejne sztuczki i metody na uprzykrzanie życia graczom. Temperowanie ich i w końcu eliminacja.
Niema sensu opisywać tu każdego rozdziału krok po kroku. Najlepiej przeczytajcie sobie to sami. Naprawdę warto, z kilku powodów, by wiedzieć jak nie grać, by wiedzieć jak nie prowadzić, by wiedzieć jak się wypromować, by znaleźć kilka naprawdę ciekawych i przydatnych sztuczek na urozmaicenie gry i co najważniejsze, dla frajdy bo tę książeczka naprawdę daje. Czyta się ją przyjemnie, po prostu. Chciałem się jednak podzielić z wami jeszcze kilkoma moimi przemyśleniami jakie mnie nawiedziły w czasie, i po lekturze Graj Twardo.
Po pierwsze wszystko co napisał John Wick sprawdzi się i może być wykorzystane tylko u Johna Wicka. Aby swobodnie używać sobie prezentowanych technik potrzebne są przynajmniej dwa elementy. Reputacja, dzięki której gracze będą się cieszyć cokolwiek im zaserwujesz, i pełny klub fanów rpg, chętnych grać kiedy chcesz, w co chcesz i jak chcesz. Oba te elementy John posiada. Ta armia graczy potrzebna jest by ukończyć zaplanowaną w najdrobniejszych szczegółach kampanie. Po prostu gdy kolejny gracze giną, są porywani, lub siedzą w więzieniu zawsze znajdzie się ktoś kto uzupełni braki. Bez tego po drugiej sesji możesz mistrzu grać do lustra.
Po drugie, wspaniałe, wielowątkowe i podszyte drugim dnem kampanie Wicka niestety wspaniałe są tylko i wyłącznie w jego głowie i ewentualnie na papierze. Gracze nie mają wszak szans dowiedzieć się jakimi motywami kierował się czarny charakter, jakie wydarzenia z jego przeszłości wpłynęły na jego motywy, w jaki sposób planował i działał za kulisami oraz cała masa smaczków, które Wick mistrzowsko rzeczywiście wymyśla, ale niema ich jak graczom przedstawić. No chyba, że prowadzi prowadząc narrację w stylu książek szeroko poruszających obraz psychologiczny bohaterów i ich osobistych przemyśleń. Ale to chyba po jakimś czasie stawało by się nudne.
Po trzecie, czego by nie mówić Wick prezentuje naprawdę sporą dawkę sztuczek i trików. Za równo dla i jak i przeciw graczom. Za to chwała mu i cześć. Jednak jeśli przyjże się im bliżej okazuje się iż co najmniej połowa z nich podpada pod „po pierwsze” i „po drugie”. Kolejne gro technik jest wszystkim mistrzom i graczom, ze średnim doświadczeniem, znana i nie robią wrażenia. Fakt, ze jest to zbiór dawnych jego poradników, jednak to niewielkie usprawiedliwienie. Są jednak w zbiorze rodzynki, które zrobiły na mnie wrażenie ciekawych, przydatnych a przynajmniej wartych wypróbowanie. Oczywiście może się okazać, że właśnie te są dla innych już przestarzałe, ale piszę to ja. Aha, muszę też zaznaczyć, że jestem Graczem. Wypadało to powiedzieć wcześniej, ale nic nie szkodzi. Jestem Graczem, nie Mistrzem gry. I tak też postrzegam tę książeczkę.
„Żyjące Miasto” Wick zaprezentował świetny sposób na wrobienie graczy w odwalanie za siebie większości roboty z wymyślaniem BNów, a samym graczom serwuje dużo frajdy właśnie z powyższym. Założenie jest proste. MG serwuje zestaw BNów których gracze znają lub kojarzą, a Ci sami dodają im rys indywidualności. W niektórych sytuacjach MG daje jakiegoś BNa do prowadzenia Graczom. Po pewnym czasie gracze sami już sypią własnymi osobowościami, miejscami i plotkami z Żyjącego Miasta. Świetna sprawa. Sam bym się tak pobawił.
Nagradzanie. Niesamowite, ale Wick przewidział też, że w czasie sesji gracze mogą zrobić coś fajnego, albo nawet przeżyć tę sesję i wypada im wtedy dać na przykład PD. O przydzielaniu Doświadczenia pisze w różnych miejscach, jednak w miarę konsekwentnie zaznacza, że musi to być podział według zasług i starań. To może oczywista, oczywistość, ale nie zaszkodzi niektórym MG przypomnieć. Niezłym pomysłem wydały mi się również metody „PD od gracza”, gdzie MG daje graczom pewną pulę PD na sesję, każdy gracz może przekazać tę pulę innemu graczowi który zrobił coś, jego zdaniem, wartego tych punktów. Inna metoda nagradzania to „kości szczęścia”. Za fajne akcje gracze dostają do miseczki kość. W czasie ważnego testu Mistrz wyciąga jedną z kości i mówi Graczowi, że zdał. Działa też w drugą stronę. Za krzywe akcje, gracze zbierają „złe kości” (czy jakkolwiek się to nazywało), które powodują niezdanie. Rozwiązanie podobne do FATEa. Nie wiem co inspirowało co. Po prostu dla mnie fajny motyw.
Na koniec pochwalić warto również, rozdzialik dla graczy. Przytacza w nim, (oraz w kilku innych miejscach almanachu) John, przykłady graczy złych. Graczy którzy psują zabawę innym. Warto przeczytać by się tego ustrzec. W rozdziale „Gracze kontratakują” znaleźć też można kilka trików na mistrza gry. Niewiele, ale zawsze to miły ukłon w kierunku, jakby nie patrzeć, większości ludności obecnej na sesji. Techniki te nie tylko pozwolą graczom skonfundować Mistrza, ale też ubogacić swoja grę i „życie” postaci.
Podsumowując. „Graj Twardo” przeczytać warto mimo, że jest raczej fikcją, porusza kwestie o których czasem się zapomina, naprowadza na pewne problemy i czasami mimo woli i wbrew autorowi uczy jak nie prowadzić. Jest też przyjemną lekturą samą w sobie, gdyż Wick pisać potrafi i robi to w bardzo przystępny i miły dla czytelnika sposób. Po skończeniu GT sięgnąłem sobie po L5K i przejrzałem rozdział o prowadzeniu. Zobaczyłem go w nowym świetle. Raz, że przez pryzmat Wicka, którego poznałem trochę lepiej dwa, że zauważyłem potrzebą wracania do podstaw i powtarzania co jakiś czas pewnych elementarnych spraw, zasad i technik. Nie jednej grupie takie poradniki wiele by pomogły. Bo w grach fabularnych przede wszystkim chodzi o dobrą zabawę, a by wszyscy dobrze się bawili, wszyscy muszą się o to postarać.
Odpowiedzi
świetny txt Trip!! Bardzo
świetny txt Trip!! Bardzo ładnie napisany, miło się czyta, nawet jeśli czasem zdawało mi się, że się lekko powtarzasz :)
Ale to nic ;)
Aż mnie zaciekawiłeś żeby to coś przeczytać, nawet jeśli tego na pewno nie kupię :)
Wiesz może czy texty Wicka są gdzieś dostępne w necie? Może tak nadrobie moje zaległości.
John się tłumaczy
Dzięki, pisane od serca to i powtórzenia się trafiły jakies pewnie, ale to znaczy, że bardzo o tym myślałem ;)
Fragment GT można przeczytać w ostatnim Gwiezdnym Piracie. To naprawdę spory kawałek książki, co troche mnie zasmuciło kiedy musiałem przerzucić te kilkanaście stron książki bo już je czytałem wczesniej :/
Warto również przejść się po forach internetowych gdzie Wick tłumaczy się ze swoich "technik". Przeleciałem wzrokiem kilka jego wypowiedzi i ubawiłem się nieźle.
Między innymi potwierdza sie moja teoria o niesprawdzalności technik bez bastionu graczy. Wick sam pisze: "I was running for my local college gaming club [...] As soon as someone drops out, the next person in the line fills the empty chair. So, it really became a kind of iron man competition: seeing who could stay at the table the longest."
Pisze również, tonem tłumaczenia się, że : "I should also note that the Champions game was a crack cocaine version of my usual style. My usual style is pretty challenging, but the Champions game was nasty."
Cytaty pochodzą z forum.rpg.net tematu John Wick's "Play Dirty"
Polecam :)
PS: Generalnie Wick stał sie dla mnie (jak juz pisałem) Osobowoscią. Na pewno będę starał sie dotrzeć do jego starych tekstów i od czasu do czasu zajżę na fora, co też ciekawego wygaduje :D
Super
Świetny text, choć ni nie zachęca, ani nie zniechęca do kupna książeczki. Zobaczymy jak z finansami u mnie.
A jaka cena?
Pozdrawiam
Nixos
Dodaj nową odpowiedź