Południowa Hegemonia by Hex cz. III | Moorhold.net - reszta to fikcja

Południowa Hegemonia by Hex cz. III

Phoenix - miasto ognistego ptaka, który umiera i wciąż odradza się w ogniu. Zupełnie jak Południowa Hegemonia. Hegemonia to resztki umierającego feniksa, które płoną, by odrodzić się w niedalekiej przyszłości jako nowy, piękniejszy i potężniejszy ptak. Ten ogień to ogień nienawiści do niewoli, ogień buntu przeciw wszelkim prawom i ogień jedności. Jedności, której nie ma jeszcze wśród naszego narodu, która nastanie wraz z pojawieniem się silnego przywódcy. Ja tym kimś nie będę, ale jeśli spotkam tego wodza i go rozpoznam, to z miłą chęcią oddam za niego życie. Zobaczyć połączony lud Południowej Hegemoni to marzenie wielu z nas i gdy się to marzenie spełni, sam Moloch będzie się nas bał. Co myślisz, że nigdy nie dojdzie do połączenia się ludzi z Hegemoni? Jesteś głupcem. Ja nawet nie skończyłem opowiadać o naszych więzieniach, a ty pierdzielisz mi tu jakieś głupoty. Pozwól mi opowiedzieć o Phoenix, naszej ukochanej stolicy.

Ta historyjka o tym feniksie brzmi prawie jak jakaś przepowiednia kogoś z Salt Lake City, nie? Ale wielu z nas w to wierzy tak samo, jak ci z NY wierzą, że Stany znów się połączą w jedno. Właśnie dzięki niej my, banditos, albo jak nazywają nas ludzie z zewnątrz - hegemończycy, nie pozabijaliśmy się między sobą. Jak widzisz mamy już jeden powód aby zgrać się z sobą, a tych powodów jest więcej. Wspólne napady na tereny Texsasu lub po prostu to, że w kupie jest raźniej. Wystarczy po prostu, że znajdzie się jakiś charyzmatyczny dowódca, a ludzie zaczną się do niego ciągnąć sami.

Myślę, że można powiedzieć, że Phoenix to nasza stolica, jeśli można mówić o stolicy w kraju, gdzie nie ma prawa. Oczywiście nie jesteśmy tak popierdoleni jak ci z NY i nie śpiewamy naszego hymnu na dzień dobry. Czy my w ogóle mamy hymn? Więc dlaczego mówię, że Phoenix to stolica Południowej? Bo to największe miasto - więzienie w całej Hegemoni i to w zupełności wystarcza.

Wszystko, co ważne znajduje się w więzieniu, tam załatwisz to, po co przyjechałeś. Ale najpierw o mieście dookoła niego. Aha, pamiętaj o jednym - w tym mieście liczą się tylko dwie rzeczy: tatuaże i spluwa, którą nosisz przy sobie. Wyglądasz już jak twardziel? OK., wchodzimy.

W Phoenix można znaleźć żywność, wodę, broń, leki, amunicję, pracę, jakieś miejsce zabawy, a jak chcesz i masz dość gambli, to nawet możesz sobie kupić niewolnika lub niewolnicę. Wiem, że mówiłem, że my w Hegemoni cenimy sobie wolność, ale chodziło mi o własną wolność. Cudza nas nie obchodzi. Często są przeprowadzane łapanki na ulicach i jeśli tylko nie masz dość siły, żeby się obronić, możesz się pożegnać z przyjemnym życiem na własny rachunek.

Żywność

W Phoenix jest jeden główny "importer" jedzenia i lepiej nie przeszkadzaj mu w interesach -nie lubi wolego rynku i konkurencji. Może się źle wyraziłem, Bob lubi wolny rynek, lecz nie w tym pojęciu, który ty rozumiesz to pojęcie, o ile je w ogóle rozumiesz. Według Boba wolny rynek oznacza: "wszystkie chwyty dozwolone". Niejedna osoba próbowała wkręcić się w interes, ale Bob bardzo skutecznie ich odstraszał. Chyba na miejscu byłoby stwierdzenie: przerazić na śmierć. Boba łatwo znaleźć, mieszka w ciężarówce, a rozpoznać go to też nie problem, chodzi zawsze w tej samej brudnej i przepoconej podkoszulce i krótkich spodenkach. W brudnej łapie trzyma wpół pustą butelkę z tequillą. Na lewej ręce ma tatuaż z pyskiem psa i trzema płomieniami. Gdy Bob jest w mieście, jego ciężarówka znajduje się na terenie płomienia feniksa, o których opowiem ci później. Teraz najlepsze - Bob daje każdemu chętnemu robotę. Raz na miesiąc jedzie do Teksasu, aby trochę "pohandlować", a że nasz kochany Bob nie ma zbyt dużo cierpliwości, to przeważnie dodaje do swoich argumentów broń. "Handel" kończy się co najmniej bójką albo strzelaniną. Za każdym razem, jeśli ktoś wystawia za wysoką cenę, Bob strzela, jeśli ktoś nie chce handlować, Bob strzela. Bo wiesz - koleś z czasem stał się sławny, więc niektórzy nie chcą z handlować. Zdarza się to, tylko wtedy, gdy rolnik z Teksasu chce stracić, lecz zależy mu na życiu, oddaje całe kilogramy jedzenia za darmo. Jeśli podczas "handlowania" Bob nie znalazł przyczyny do bójki, napada na jakąś inną farmę po drodze. Takie ma, widać, hobby. Z wyprawy Bob bierze całą żywność i paliwo, a resztę zostawia dla innych, którzy brali udział w "handlu". Boba nie interesuje jak oni to podzielą. Często się zdarza, że ktoś weźmie sam większą część zarobku siłą - Południowa to taki kraj. Aby przeżyć, trzeba mieć jaja i być silny.

Druga sprawa to zbieranie owoców z Neodżungli. Z czasem Hegemończycy, w szczególności kobiety, nauczyli się korzystać z dobrodziejstw neonatury. Po wielu próbach doszliśmy do tego, które owoce są jadalne. Obcym bardzo często sprzedaje się owoce, których skutki są jeszcze nie znane, więc odradzam ci próbowania ich, bo możesz skończyć z małym bonzai w żołądku. Świeże owoce są niezbyt drogie, do 15 gambli za kilogram. Jedzenie ich jest, co ważne, jednym ze sposobów ugaszenia pragnienia.

Woda - to, czego Phoenix potrzebuje najbardziej

Phoenix to, jak już mówiłem, miasto ognia, a największy problem to właśnie woda. Na środku miasta stoi studnia, która jednak niemal całkiem wyschła. Studni pilnuje Ciemny, drzemiąc przy niej cały dzień. Nie oddala się od niej o krok, nawet szcza obok niej. Kubek wody kosztuje u niego 3 gamble. Kubek jednak nie będzie wypełniała tylko woda, ale również piasek i glina. Za to mogę gwarantować, że woda jest czysta, Ciemny przecież jeszcze żyje.

Drugim miejscem, gdzie przechowuje się wodę, jest bak pod więzieniem. Woda oczywiście nie jest przedwojenna, ale prawie tak samo dobra, bo wiele razy została przefiltrowana, aby nic ludziom nie groziło. Woda ta stanowi zapas na czarną godzinę, gdyby, wiesz, zabrakło nam albo wybuchła jakaś poważna wojna.

Po za tym za miastem znajduje się parę studni artezyjskich. Nie wiesz co to jest? Stary skąd ty jesteś? Myślałeś, że Hegemonczycy się na niczym nie znają? Jednak się myliłeś. Dobra, nie chce mi się tłumaczyć takiemu jełopowi jak ty, co to jest. Jedyne co ważne, to że można z tych studni pić, bo woda z nich jest w miarę czysta. Problem jest taki, że gdy tylko nie pada przez dłuższy czas (a w Hegemonii zdarza się to dość często), te studnie wysychają. Wtedy robi się przy nich tłoczno i niebezpiecznie.

Wodę można też zdobyć z kaktusów i innych roślinek, tylko że jest to rozwiązanie na małą skalę. Jest też opcja dla szalonych - krew zwierząt. Wydaje ci się to chore, co? Po prostu nie wiesz, co pragnienie wyczynia z ludźmi. Jak jesteś spragniony, to zwisa ci to, co pijesz. Mogą to być twoje siki, albo czyjaś krew, bylebyś tylko coś wypił. A wiadomo, że krew w dzisiejszych czasach nie jest zbyt zdrowa i myślę, że tym razem wiesz o czym mówię. Ostanie wyjście to ruszyć po wodę do Neodżungli. Tam jest dość wilgotno no i rośnie pełno owoców. Tylko że trzeba się liczyć z tym, że się już nie wróci.

Broń - dusza Hegemończyka

Broń w Południowej Hegemoni możesz znaleźć wszędzie: przy trupie, w sklepie, a nawet czasem na ulicy, choć na twoim miejscu bym jej nie dotykał, bo raczej nikt jej nie zapomniał, tylko ją zostawił. Dla Hegemończyka bronią może być wszystko, a w Phoenix możesz nabyć praktycznie każdą broń. Znam też ludzi, którzy uważają się za prawdziwych kolekcjonerów broni. Jeden z nich nazywa się Kenny. Ma nawet oryginalną katanę, a z broni palnej takie cacka jak steyr aug. Dla Hegemończyka broń to tak, jak dla kolesia z Detroit samochód.

Najlepszą broń palną na sprzedaż ma Jack - różnorodne spluwy, maszynówki, cudeńka typu granaty i inne cacka z ciężkiego sprzętu. Jeśli się załapiesz na dobrą dostawę, możesz dostać nawet rakiety do jakiejś bazooki. Oczywiście cena będzie wysoka, ale takie coś jak rakieta, może uratować twoje cholerne dupsko. Plotki głoszą, że Jack ma coś takiego jak C4. Oczywiście nie wiem, czy to prawda, ale myślę, że można tym plotkom uwierzyć. Jack czasem wykona coś własnoręcznie. Jego broń jest dobra - może nie najcelniejsza, ale nie powinna cię zawieść.

Po za Jackiem są też inni sprzedawcy broni, wśród nich wybijają się takie osoby jak Carol i Frank. Carol zajmuje się sprzedawaniem broni białej. Jej broń jest znana w całej Południowej Hegemoni, może nawet poza nią. Carol to jedna z najładniejszych córek Hegemonii, a przecież nasze kobietki są z zasady ładne, nie? Ma kobieta charakterek i to mi się w niej podoba najbardziej. Jeśli zaprosisz ją do łóżka po pierwszej randce, to gwarantuję, że obudzisz się rano sam ze złamanym nosem i skopanym tyłkiem. Wspominałem również o Franku, nie? Frank to koleś, który potrafi sprzedać ci zardzewiałego kałasza za dwa razy więcej, niż jest on wart. Ma dużo ciekawych rzeczy i warto coś u niego kupić, tylko trzeba uważać na towar.

Naboje ściągane są z NY lub Posterunku. Wiem, że NY to trochę daleko, a Posterunku nie zawsze można znaleźć, jak ma się taką potrzebę, ale każdy szanujący się Hegemończyk musi dbać o swoje hobby. Co oferujemy im w zamian za naboje? To, czego nie potrzebujemy lub czego mamy w nadmiarze: technologię z naszych więzień, czyli procesory, dyski twarde, płyty i kable; oraz ręce do pracy czyli pomoc w ochronię konwojów lub "ochotników" na front. Prócz naboi czasem prosimy również o broń lub leki.

Leki - prawdziwy twardziel tego nie potrzebuje.

Leki w Phoenix jak i w prawie całej Południowej Hegemoni, to sprawa, która do dnia dzisiejszego nie została rozwiązana. Południowa Hegomonia, to nie taki czyściutki kraj jak Teksas, ale zabrudzony jak Missisipi to on też nie jest. Jak już pewnie się dowiedziałeś, ludzie tu to sukinsyny i twardziele, Hegemończyków można porównać do gladiatorów. Wiesz, kiedyś słyszałem takie zdanie, że gladiatorzy nie umierają na byle jakie tam gówno i że mają "własne" choroby zawodowe. Z Hegemończykami jest podobnie. Ci, którzy chorowali na katerek i kaszelek, już umarli dawno temu. W Hegemoni albo nie chorujesz wcale, albo lepiej zachoruj na coś porządnego. Zostają tylko najsilniejsze osobniki, no wiesz, selekcja naturalna. Kolejne pokolenia stają się coraz odporniejsze na choroby. W Południowej nie ma zbyt dużo leków, więc prochy kombinujemy albo z Vegas, albo z NY. Mamy oczywiście własną produkcję, ale o tym później.

Niewolnicy - żyła złota

To jest właśnie główne bogactwo mojego ukochanego miasta. Przez Phoenix przechodzą prawie wszystkie karawany niewolników. Jeśli kiedyś trafisz w ręce łowców niewolników, czego ci oczywiście nie życzę, to co usłyszysz teraz, może uratować ci życie.

Wszystkie karawany przechodzą "przez ręce" Jonathana zwanego Jonath. To pojebany czarnuch. Janath sprzedałby własną matkę dla paru pierdolonych gambli.
Teraz dobra wiadomość: będąc możesz się uwolnić. Pod warunkiem, że własnoręcznie zabijesz kolesia, który cię złapał. Musisz taki układ samemu zaproponować Janathowi - wiele osób, które mogłyby zabić łowcę, nie robi tego, bo nie wie, że ma prawo do próby. Jeśli uda ci się zabić twojego łowcę, to gratuluję stary, może i jesteś jełopem, ale masz jaja. Łowcy to twardzi ludzie a ty po zabiciu jednego z nich, zajmujesz jego miejsce. U nas łatwo dostać pracę.
Na lewej łapie dostaje tatuaż: trójpłomienny czarny ogień a nad nim Feniks. Nie spodziewaj się, że tatuaż będzie dziełem sztuki, ale zawsze coś. Teraz jesteś pełnoprawnym mieszkańcem Południowej Hegemoni, jesteś twardzielem. Raczej nikt nie będzie z tobą zadzierał, bo jesteś rodziną, a po za tym własnością Janatha. Wiem, wiem. Mówiłem, że będziesz wolny. No i jesteś. Wiesz, niewolinik pracuje dniami i nocami a na koniec dniówki dostaje pół kubka wody i kawał chleba. Albo idzie na arene. U nas nie jest tak jak w texasie. Niewolnicy mają bardzo krótką żywotność. Będąc człowiekiem Janatha, możesz iść się wysikać, możesz się pieprzyć, możesz iść się schlać, możesz żyć pełnią życia - ale musisz pracować dla Janatha. Oczywiście możesz od niego uciec, ale na zawsze zostaniesz łowcą, zawsze będziesz mile widziany przez Hegemończyków i Jonatha, zawsze będziesz mógł do niego przyjść i dać mu parę niewolników, w zamian za co dostaniesz trochę gambli. I zawsze będziesz źle widziany w NY. Z resztą jak sam możesz zobaczyć, również byłem łowcą, więc i o tym później ci opowiem, bo nie chcę ci we łbie pomieszać.

No dobra - pewnie chcesz wiedzieć, po co masz się wykupywać, jak możesz nawiać? Sprawa wygląda tak: jeśli Ciebie nie ma w mieście, a Janath, potrzebuje twojej pomocy, lub twoich umiejętności jesteś udupiony. Wtedy się kończy tatkowanie i bycie dopieszczanym. Wtedy trafiasz na listę Renegatów. Jesteś zdrajcą - i nikogo nic nie obchodzi. Ani dlaczego Ciebie nie było: czy byłeś się pieprzyć czy wyszczać, czy może na spacer. Nie ważne. Wtedy lepiej się nie pojawiać w Południowej. No nie będą Cię gonić, ale nie licz na pomoc. Po prostu stajesz się gorszy od niewolników: w mieście nikt Cię nie szanuje, mogą Cię zabić, bez pytania i konsekwencji. Po prostu. A wykupić się zawsze można. Spójrz na mnie? Myślisz, że jestem na czarnej liście? Wręcz przeciwnie.

Pewnie jesteś ciekawy co się stanie jak nie pokonasz łowcy? Łowca cię nie zabije, no chyba, że akurat ma okres albo naprawdę zły dzień. Trafiasz do obozu gladiatorów jako "przymusowy ochotnik", a tam przeżyć to gorzej niż tydzień w Neodżungli. Czysty zapierdziel, koleś. Choć jesteś jeleniem, to twój wyraz twarzy mówi mi, że powoli zaczynasz kumać, o czym mówię. Jeśli staniesz się przymusowym gladiatorem to też dostajesz swój tatuaż: trzy płomienie i skrzyżowane miecze.

Jeśli nie podejmujesz się wyzwania łowcy, bo straszna ci śmierć lub bycie gladiatorem, to na lewą łapę dostajesz inny tatuaż, czyli trzy płomienie. Ten znak jest znany w całej Południowej i nawet trochę za granicą, więc, nawet jeśli uciekniesz od swojego nowego pana kimkolwiek on będzie, to łowcy nadal będą na ciebie polować, a za każdego uciekiniera dostaje się premię, czyli 500 gambli plus dodatek specjalny, na przykład anulowanie długów czy wolność. Jeśli cię chwycą, stary, to masz przesrane. Powiedziałbym ci więcej, ale wolę skończyć opowiadać o Phoenix.

Praca - tu każdy znajdzie coś dla siebie

Wiesz, Hegemończycy to ludzie, którzy przeważnie siedzą sobie ze swoją tequillą w łapie i z szerokim kapeluszem na głowię. Więc dla obcych lub ludzi bez kasy na naboje, nową broń lub nową butelkę tequilli, pracy jest w grom. Pierwsze miejsce to TIR grubego Bena, drugie -chata Jonatha, któremu może uciekł jakiś niewolnik. Oczywiście poza tymi miejscami jest jeszcze trochę pracy: pomoc przy zbieraniu owoców z Neodżungli, szukanie wody dla Ciemnego - co nie mówiłem ci o tym? Studnia Ciemnego byłaby już od dawna pusta, gdyby nie obcy, którzy przynoszą mu wodę. Zarobić można 5 gambli od litra. Wiem, że to mało, ale takie jest prawo dżungli. Od Ciemnego można dostać prawie wszystko. Wiesz, jakoś mu za tą wodę trzeba zapłacić, więc ludzie mu dają trochę tego i owego. A i już chyba ostatni koleś od stałych prac - saper. Nazywa się Jeremia, buduje dla Hegemończyków z Phoenix nowe domy, tylko że ma jeden mały problem a mianowicie materiały budowlane. W Phoenix mało osób ma własny dom w dosłownym znaczeniu tego słowa. Przeważnie ludzie mieszkają w ruinach, różnych centrach handlowych. Żaden Hegemończyk się do tego nie przyzna, ale w takich miejscach strach mieszkać. Jeremia zajmuje się zarówno budową jak i burzeniem budynków grożących zawaleniem, a miasto dba o bezpieczeństwo mieszkańców, więc usuwa takie budynki, a w ich miejsce buduje nowe. Jeśli nawet nie pasuje ci zbieranie dla niego materiałów, zawsze możesz pomagać w burzeniu lub w budowaniu nowych domów, no bo przecież on sam tego nie zrobi.

Dzielnice

W Phoenix mamy cztery dzielnice. Pierwsza to więzienie, druga to dzielnica zbieraczy owoców, trzecia - płomień Feniksa, a czwarta to mieszkalna.

Więzienie to dzielnica, która pewnie ku twojemu zdziwieniu, jełopie, absolutnie nie obejmuje więzienia w Phoenix. Więzienie to najbrudniejsza i najgorsza część miasta, zamieszkiwana przez mutków i innego rodzaju świństwa. Czasem z nimi walczymy, robimy jakieś polowanko, ale przeważnie zostawiamy ich samych sobie. Jest to też dzielnica, do której wrzuca się więźniów z zakazem wychodzenia i bez broni. Wchodza tam też dorastające dzieciaki, które udowadniają swoją odwagę. Muszą przynieść głowę świeżo zabitego mutanta. Próbie poddawane są tak chłopcy jak i dziewczyny - w Hegemonii laski musza być tak samo twarde, jak faceci.

Dzielnica zbieraczy owoców. Powiedzmy, że jest to najbardziej zielona dzielnica w mieście. Pełno tam młodych pędów i innych takich dziwacznych rzeczy i właśnie temu nie powinieneś się tam wybierać, jeśli nie chcesz marnie zginąć. Każdy, kto choć raz wyruszy do Neodżungli, nie ma prawa wchodzić do miasta, tylko musi się zatrzymać w dzielnicy dla zbieraczy. Jeśli nie postąpi według tych zasad, to zostanie albo zabity jako przykład dla innych, albo wywala się go na zbyt pysk z miasta z zakazem powrotu pod karą śmierci. Bardzo często ten błąd popełniają obcy, którzy bez dopytywania się idą po prostu do Neodżungli i jak wracają, to sprzedają swoje owoce w mieście. Upoważnienie do sprzedawania owoców mają tylko niektórzy, oni mają ograniczony wstęp, czyli nie mogą wejść do dzielnicy płomieni feniksa, czyli dzielnicy obejmującej więzienie i wszystkie całe budynki w jego okolicach. O tej dzielnicy powiem więcej później.

O dzielnicy mieszkalnej już właściwie ci opowiedziałem. Znajdziesz tam sklepy, puby, mieszkania, jedzenie, pracę i dach nad głową. Jedyne co mogę dodać, to coś o głównych lokalach. Jeden znajduje się prawie pod dzielnicą płomieni Feniksa i nazywa się Sombrero. Ludzie idą tam przeważnie w czasie sjesty. To, że nie wolno przeszkadzać Hegemończykom podczas sjesty, to jedna z podstawowych zasad miasta. Inne bardziej znane lokale to La Bomba, Espinado i Electrico. La Bomba znajduje się na przedmieściach i jest to lokal z myślą o obcych, a więc stoi cały czas pusty. Tam odbywają się spotkania z różnymi gringos i załatwia się sprawy, które muszą zostać tajne. Za wynajęcie łóżka płaci się słono, a za butelkę tequilli jeszcze więcej. Espinado to "klub dla kobiet", faceci nie mają tam wstępu. Ci, którzy nie rozumieją tej zasady, do końca życia będą mieli uraz do kobiet i ślady po batach na plecach i innych czułych miejscach, jeśli wiesz, o czym mówię. Electrico to ładna knajpka w dzielnicy zbieraczy owoców. Zajmuje byłą elektrownię i stąd jej nazwa. Zbieracze w Electrico odpoczywają po ciężkiej pracy, piją i leją się po mordach, co świadczy o tym, że niczym się nie różnią od normalnego Hegemończyka.

Więzienie - płomienie Feniksa

Więzienie to chyba najmniejsza dzielnica w Phoenix, ale mieszkają tam najbardziej wpływowe osoby. W więzieniach załatwia się wszystko, co ma mieć później wartość w całej Hegemoni - to tam się podpisuje umowy o zakupie i sprzedaży niewolników, żywności, terenu, paliwa, broni lub czegokolwiek innego - taka umowa nazywa się u nas gwarancją. Oczywiście nie idziesz tam po gwarancję na zakup trzech pomidorów. Więc kiedy iść do Płomieni, aby coś podpisać? Gdy tylko czujesz taką potrzebę, a najlepiej gdy kupujesz coś powyżej 200 Gambli. Gwarancja nie daje ci gwarancji, że nikt ci nie ukradnie towaru. Po prostu - zabijasz kolesia i mówisz, że gwarancja jest twoja, ale podpisana przez dobrego kolegę, który załatwił to dla ciebie. Jednak kradzieże rzeczy z gwarancją zdarzają się dość rzadko.

Może jesteśmy zabójcami i przypierdolimy każdemu, nawet Molochowi, ale mamy nasz własny kodeks honorowy, który z czasem poznasz. Dowiesz, się, że Hegemończycy to nie głupie tępaki szukający zaczepki. Normalny Hegemończyk nie zabierze ci niczego, jeśli tylko zobaczy twoją gwarancję. No, czasem się zdarzy jej nie dostrzec, ale to może zdarzyć się każdemu, no nie?

W więzieniu mieszkają i urzędują Płomienie Feniksa. Feniksy mają tam dużą ilość broni i amunicji zapasowej, ale raczej się nią nie dzielą. Starają się połączyć inne mniejsze gangi z Phoenix, chwilowo dołączyli się do nich McDogi i Punki, lecz nadal prowadzą wojnę z innymi. Polityka Płomieni różni się bardzo od innych, jako że unikają walki z innymi gangami, bo nie chcą tracić potencjalnych rekrutów. Za to inne gangi lubią ich strasznie dręczyć, co się Feniksom oczywiście nie podoba, ale do dnia dzisiejszego wytrzymali. Płomienie mają tyle broni ludzi i amunicji, że spokojnie wybiliby całą resztę, ale zbyt mocno wierzą w proroctwo jedności. Myślę, że Płomienie Feniksa, dają tym głupcom czas i jeśli go nie wykorzystają, to w pewnym momencie zaczną miażdżyć gong za gangiem, aż wszystkie do nich się przyłączą. Najprawdopodobniej nie nastanie to zbyt szybko, co mnie niezbyt cieszy.

Największym problemem dla obcego może być dostanie się do więzienia - nie wpuszcza się tam niehegemończyków. Aby wejść do więzienia trzeba być zaufanym człowiekiem i pomóc komuś, kto pociąga za sznurki w mieście. Najlepiej zacząć od Grubego - po prostu najłatwiej mu się przysłużyć na "handlu". Oczywiście możesz powiedzieć też, że przywiozłeś cysternę wody lub coś w tym rodzaju i dać ją Feniksom, ale jest to metoda, która przyniesie ci bardzo duże straty. Jeśli będziesz dla Płomieni dobry i miły, mogą ci dać pokój na noc w więzieniu a to duży zaszczyt, prawie jak zdjęcie w Cylindrze. Jak będziesz jeszcze milszy i jeszcze bardziej pomocny, możesz stać się prawowitym członkiem gangu. Zrobią ci tatuaż -trójpłomienny ogień a nad nim feniks. Jak to nie różni się niczym od tatuażu łowców niewolników? Tatuaż łowców jest czarny a Feniksów nie.

W Płomieniach jest pięć poziomów władzy, ludzi z każdego rozpoznasz po tatuażu. Płomienie i feniks adeptów są puste. Adepci przeważnie zajmują się ochrony więzienia. Drugi stopień to niebieskie płomienie. Ci ludzie udowodnili już, że naprawdę są czegoś warci. Przeważnie mają rolę wojowników, czasem walczą z innymi gangami lub pilnują porządku w mieście, werbują nowych ludzi. Ich tatuaż ma zapełniony jeden płomień na kolor niebieski. Stanowią najliczniejszy poziom w klanie. Powoli ten poziom zaczyna się dzielić na trzy różne, czyli lewy niebieski, środkowo niebieski i prawy niebieski. Prawoniebiescy zajmują się przeważnie problemami miejskimi, czyli utrzymaniem porządku - uspokajają burdy w pubach, trzymają na bezpieczny dystans zbieraczy owoców, itp. Środkowoniebiescy zajmują się wojną z innymi gangami. Traktowani są jako ciężkie wsparcie dla prawo niebieskich w razie potrzeby. Miejscowi mówią na nich "S.W.A.T.", jako że jeżdżą znalezionymi wozami z takim napisem. Lewoniebiescy zajmują się rekrutacją nowych członków. Jest to najmniej liczny poziom, gdyż Hegemończycy bardzo mało lubią tą robotę. Wolą się lać po pyskach. W tej grupie praca jest najtrudniejsza, ale najłatwiej dostać awans. Trzeci poziom to dwupłomienni. Na ich tatuażach widać zapełnione dwa płomienie jeden obowiązkowo niebieski a drugi żółty albo czerwony. Zajmują się sprawą gwarancji, więc cały czas siedzą w więzieniu i wypełniając kwitki, choć mogą jeszcze niejednemu porządnie przywalić. Są to osoby przeważnie starsze, bo młodzi nie godzą się na to, aby siedzieć w więzieniu i pisać kwitki. Żółtoniebiescy zajmują się sprzedażą, a czerwononiebiescy - kupnem. Czwarty poziom to trójpłomienni, czyli rada starszych. Ich tatuaże mają wypełnione wszystkie trzy płomienie na kolor niebieski, żółty i czerwony. Zajmują się rozmowami z innymi gangami i sprawami miasta. Jest ich pięciu. Piąty poziom to osoba, który ma wszystkie trzy płomienie zapełnione i złotego feniksa, a ludzie nazywają ją młodym feniksem.

W Phoenix jest to jedna osoba, a jej następcy są "wybierani" dopiero po śmierci poprzedniego młodego feniksa. Jak się "wybiera" młodego feniksa? Sprawa wygląda w miarę prosto. Rada starszych organizuje spotkanie wszystkich niebieskopłomiennych, którzy z sobą walczą do pierwszej poważnej rany. Kto wygrywa konkurs, ten staje się młodym feniksem. Widzę, że błyszczą ci oczy, koleś. Pewnie myślisz, że warto tam zajechać, wejść do Płomieni, zabić młodego feniksa i pokonać innych. Nigdy bym się nie domyślał, że twoja głupota jest aż tak wielka. Może dasz radę zabić obecnego młodego feniksa, bo przed lufą karabinu my ludzie jesteśmy wszyscy równi, no ale nie pokonasz wszystkich Hegemończyków w walce wręcz. Myślałeś, że można mieć broń? Można mieć tylko to, co matka natura ci dała, a zęby nie są tylko do tego, żeby je myć. Władza, którą ma młody feniks, jest duża, ale wszystkie jego decyzję muszą zostać potwierdzone przez choć dwóch z rady starszych.

Inne gangi

Klanów należące do Płomieni Feniksa, to można je łatwo rozpoznać, jako że zamiast feniksa mają inny znak. McDogi mają mordę psa a Punki dwa skrzyżowane kije baseballowe. A niezależne gangi? Powiem o trzech największych, a przynajmniej najbardziej charakterystycznych. Toysi to banda szaleńców. Ubierają się jak wielkie maskotki. Niektórzy mają na głowie wielkie głowy misiów, inni cały strój krokodyla. Ich szefem jest niejaki Miś Puchatek. Chodzi cały czas przebrany za misia, na brzuchu ma wieli napis Pooh, a na plecach wielką M60. Zajmują tereny pomiędzy dzielnicą mieszkalną, a dzielnicą zbieraczy owoców. Podobno na rękach mają tatuaż misia, ale ja sam go nie widziałem, więc traktuję to jako plotkę.

Chodziło mi o Gwiazdy, no wiesz, Starsów. Farbują sobie włosy, malują się wszyscy - czy faceci, czy babki i imprezują. Lubią się bić, ćpać i bawić się. Niektórzy mówią, że to ludzie z Detroit, którzy trafili tu przez przypadek. Nikt ich nie obchodzi, chyba że ma Tornado lub amfę i chce się dobrze bawić. Zajmuja teren przy Electrico.

Najgorsi jednak są Angelsi. To banda, które leje po pysku za byle co, na przykład za wygląd. Jeśli Płomienie zabiorą się kiedyś za wyładowywanie gniewu, założę się, że zaczną od Angelsów. Nie przeszkadza mi to, dla mnie to skurwiele, którzy nie wiedzą, kiedy przestać. Tacy jak oni robią nam złą reputację. Hegemoniści to nie pojebani ludzie, którzy trzaskają innych po mordzie dla zabawy. No może źle się wyraziłem, taka jest większość. Oczywiście lubimy, jak poleci trochę krwi, ale znamy granicę dobrego rozsądku. Złamać komuś nos - tak, proszę - ale nie żeby skopać go na śmierć.

Mógłbym opowiedzieć ci o wiele więcej, ale na dziś to wystarczy, pora już iść spać, bo słońce już zaszło. Teraz napijmy się i choć my spać. Jutro opowiem ci o innym więzieniu a może jeśli będziesz chciał wrócę do opowiadań o Phoenix. Miłego picia, jełopie.

W ramach przerwy na herbatę

portret użytkownika Wesyr

W ramach przerwy na herbatę pozwoliłem sobie w końcu przeczytać ten mocno zaawansowany w ilość informacji tekst i stwierdzam, że jest on jednym z lepszych jakie czytałem. I odkąd pamiętam Hexa, to jego prace stały zawsze na najwyższym poziomie. Pozostaje mi liczyć na to, że nadal będzie tworzył.


--------------------------------
They killed Kenny. You bastards!

No cóż. Dobry tekst. Nawet

No cóż. Dobry tekst. Nawet bardzo. Największy plus za rozwiązanie chorób. W sumie dość proste i bardzo pasujące do hegemoni. Drugi plus za więzienie. Fajny pomysł, dobrze opisane. I minus za niewolnictwo. Jak uda ci się zabić łowcę, to sam nim zostajesz, ale możesz się wykupić, tylko poco skoro możesz sobie dowolnie uciekać i wracać?

Poprawiłem. Prócz tego co

portret użytkownika Hex

Poprawiłem. Prócz tego co mówiłeś parę innych rzeczy. Może jakiś pomysł na następne więzienie?

Dzięki bardzo za komenty.

portret użytkownika Hex

Dzięki bardzo za komenty. Liczę na więciej :D

\m/

portret użytkownika Bartosh

Nie no, że tak sobie pozwolę na eufemizm, qrwa. Ten tekst powala z nóg. O ile poprzednie części bardzo mi się podobały, o tyle ten tekst wywołuje euforię. Genialnie przedstawiona struktura społeczna, rozkład miasta i podstawowe problemy i do tego to wszystko podlane jest pełnym szczegółów i szczególików sosem. Niesamowita kopalnia wiedzy i jak do tej pory najlepszy tekst o Hegemonii z jakim się spotkałem. Właśnie tak bym ją sobie wyobrażał.
Mankamentów jest niewiele a najpoważniejszym z nich są tatuaże - niby świetny i klimatyczny znak rozpoznawczy który dobrze wygląda na muskularnym ramieniu... a jednak każdy łebski gracz może strzelić sobie taki tatuaż w Nowym Jorku za dwie butelki wódy. Nie trzeba prać się po pysku, wystarczy mieć trochę sprytu :D

Jako że ten tekst powinien być wizytówką Neuroshima.Moorhold.net postuluje o umieszczenie w logu tego wspaniałego portalu wielkiego kretyna przebranego za Kubusia Puchatka, który w swych pulchniutkich łapkach dzierży M60 ( Zwany pieszczotliwie "świniakiem", lub jak kto woli "prosiaczkiem" :D)

Kultowa praca. Kto nie czytał niech nie zwleka!!!

Dzięki. Ten komentarz po

portret użytkownika Hex

Dzięki. Ten komentarz po prostu mnie rozwalił i rozpłynałem się na klawiaturze. Podziękowania wielokrotnie razy 10000. Jak będziesz w Gdańsku to zaprasam na piwo, albo dwa.

Dzięki jeszcze jeszcze jeszcze jeszcze raz

\m/

portret użytkownika Bartosh

Piwka z reguły nie odmawiam:D Dzięki za zaproszenie. No i mam nadzieję że dasz radę coś napisać na Neuromachię pomimo całego wysiłku jaki włożyłeś w konkurs TP-sy. Do zobaczenia na polu bitwy :D

Widzę, że potajemnie

portret użytkownika Hex

Widzę, że potajemnie śledzisz temat ;)

NIe mogę nie przyjąć takiej oferty ;)

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Allowed HTML tags: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

CAPTCHA
Poniższy test ma za zadanie zablokować roboty sieciowe przed rejestrowaniem się oraz przed dodawaniem odpowiedzi.