Techno tra(u)mway | Moorhold.net - reszta to fikcja

Techno tra(u)mway

Jadę sobie jakiś czas temu tramwajem. W ogóle lubię jeździć komunikacją zbiorową, tramwaje, autobusy, pociągi. Wygodnie (powiedzmy, jeśli siedzisz, jeśli akurat nie śmierdzi, jeśli nie jest za zimno, jeśli nie jest za tłoczno, jeśli nie rzuca…), bez stresu, bo nie kurza cię koleś przed tobą, który od 2 minut ma zielone i cięgle stoi, albo ten z tyłu waląc ci długimi po oczach. Generalnie lubię jeździć samochodem, ale jazda przykładowym tramwajem jest dla mnie bardziej relaksująca. Jak już jeżdżę to sobie czytam. To chyba moje ulubione miejsca do lektury. W tramwaju jest łatwiej, (autobusy zwykle są pełne, a mimo mojej chamskiej, małomiasteczkowej – jak twierdzi Neuro – natury odczuwam dyskomfort siedząc, gdy wiekowa staruszka chwieje się nade mną jak osika przy każdym zakręcie) mam takie dwie upatrzone linie, które o określonych godzinach (mnie odpowiadających do przemieszczania się) są niemal puste. Można wtedy spokojnie rozsiąść się na pojedynczym foteliku (nie lubię podwójnych, zawsze jako sąsiad trafia mi się gruba spocona baba, albo wczorajszy lump, nie wiem, czemu, może z powodu tej książki, normalnie ludzie przecież nie czytają, wiec pewnie ta normalna cześć społeczeństwa – poza grubymi babami i lumpami – ma mnie za zboczeńca, albo psychopatę, co najmniej), wyciągnąć lekturkę i pogrążyć w czytaniu. Jednostajny stukot i bujanie rozluźniają, pozwalają niczym mantra oczyścić umysł i oddać się penetracji świata książki. Pogrążam się tak bardzo w czytaniu, że często zdarza mi się olać kanara, przegapić przystanek, czy nie reagować na wibracje telefonu. Dziwnym sposobem czytając w tramwaju zazwyczaj osiągam jakieś 50% większej wydajności w szybkości czytania. Czyli same plusy.

Ale nei o tym miałem mówić. No wiec jadę sobie pewnego pięknego dnia w tramwaju, już zabieram się do lektury, kiedy siada obok mnie typowa przedstawicielka dyskotekowej młodzieży. Wiecie, co mam na myśli, różowa miniówa, nogi sine od zimna, gołe nery (przeziębienie murowane), pępek na wierzchu, tipsy, którymi niechybnie dźga się w oko przy każdej próbie odebrania (różowej oczywiście) komórki. Myślę sobie pewnie naćpana, albo na kacu, że tak odważa się siadać obok psychopaty z książką. Jednak już po chwili wiedziałem, co zażarło jej osttanie szare komórki. Panienka wyciąga z maleńkiej (różowej) torebeczki, maleńki (oczywiście różowy) telefonik, instaluje sobie słuchawki w uszach i włącza techno. Na pełną głośność, albo lepiej, bo siedząc obok miałem rażenie, jak bym przykleił się do gigantycznej kolumny. Jednostajny rytm, klasycznego tekno, wprawia w drżenie moją książkę, kartki same się przewracają i cały świat dźwięków znika za barierą morderczego umc, umc, umc. Bogowie, aż mi żeby zazgrzytały, (czego oczywiście nie usłyszałem), nienawidzę czegoś takiego. Wzbudza w mnie jakąś nieuzasadnioną pierwotna wrogość, niechęć, niesmak i nudności. Jestem tolerancyjny, no dobra tolerancyjny do pewnych granic. Mogę się śmiać z Disco Polo czy Popu, ale to jeszcze jest jakaś muzyka. A techno?! Wzbudza we mnie wstręt, bezsensowny bit, bez minimum melodii, ogłupiające i monotonne. Jak można tego w ogóle słuchać? Niech będzie, typowy technomuł walnie sobie tabletkę w dyskotece i wszystko mu jedno, pewnie jeszcze lepsza faza po czymś takim jest, ale w tramwaju? W domu? Przez słuchawki? Nie mówicie, że można z tego czerpać jakąkolwiek przyjemność! Przecież to zabija wszelkie myśli! A wiecie, co mnie jeszcze bardziej wkurza? Niech sobie są już kluby gdzie ludzie chcą pozbyć się IQ, ale dlaczego ktoś każe mi słuchać tego wszędzie? Chce sobie pójść potańczyć, no co? Lubię sobie poszaleć czasami, nie tylko na koncertach. Sprawdzam program okolicznych imprezowni. W połowie dają techno, reszta to albo House, albo Elektro albo pochodne, (czyli znając życie techno, pod przykrywką), to się tam nie wybieram. Nagle, eureka! Muzyka lat 60, 70, 80. Stare dobre hity i przeboje, przy których można tańczyć i się dobrze bawić. Pakuje się do lokalu. I zgadnijcie, co zastają? Złote przeboje okraszone przez ambitnego DJa cholernym techno!

Odpowiedzi

portret użytkownika Neurocide

Nie wiem czy znasz ostatnie

Nie wiem czy znasz ostatnie hiciory z radia Planeta (lub jak kto woli Tableta). Zombie (The Cranberries) oraz Everybody Hurts (R.E.M.) - boshe...

Wiesz co? Wybaczam Ci wszystkie grzechy. Wszystko wskazuje na to, że wychowywałeś się w trudnych warunkach techno tramwajowych. Ja wychowywałem się w trudnych warunkach techno trolejbusowych.

Wybaczysz mi?

portret użytkownika Trip

Pobiegł bym Ci w ramiona po

Pobiegł bym Ci w ramiona po kweicistej łace, ale z braku kwiecistej łąki trzeba to odłożyć do wiosny, ew. możesz wystapić w programi "Wybacz mi" czy coś takiego, z kwiatów preferuję konwalie, a jako wycieczkę życia wybieram podróż do Nibylandii :D

Hiciorów Planetarnych nie znam, ale słyszałem gdzies ostatnio The Wall Pink Floydów przerobione przez gościa od "Don't you pump it up..." czy jak to sżło, nazwiska palanta nie pamiętam :/

portret użytkownika Pastor

Oj, Trip :) House nie jest

Oj, Trip :) House nie jest jeszcze taki zły, a elektro to tak szeroka fala, że ciężko oceniać jednoznacznie. Zresztą, jeśli określenie "Wzbudza we mnie wstręt, bezsensowny bit, bez minimum melodii, ogłupiające i monotonne" uznamy za pejoratywne, a jest takim bez wątpliwości, no to tak samo powiedzmy sobie wprost, że większość cięższego metalu to dokładnie"bezsensowny bit* (*rytm), bez minimum melodii, ogłupiające i monotonne". A reggae nie jest monotonne? Trudno tu znaleźć cokolwiek, co chociaż trochę wykraczałoby poza schemat - i szlag mnie trafia, bo noszę dredy, a ludzie do mnie jak do wielkiego rasta podbijają. Trzeba tłumaczyć, że reggae wybiórczo itp. itd. Ale zboczyłem z tematu. Nie uważam za słuszne wrzucanie wszystkiego wora razem z techno. Na przykład dramendbejsy mnie osobiście bardzo podchodzą, mają w sobie coś narkotycznego i wyzwalającego. Nie mówiąc już o różnych ambientach i dark ambientach (za chwilę założę odpowiedni wątek na forum) - a to przecież też elektronika sama zazwyczaj.

portret użytkownika Trip

Ojej Pastor, ty to wiesz, i

Ojej Pastor, ty to wiesz, i ja to wiem, ale widac reszta swiata się z tym maskuje. Pisałem w odniesieniu do muzyki klubowej gdzie nawet jeśli impreza nazwana zostanie house to puszczać będą i tak piepszone techno. Gatunki które wymieniasz nie można odnieśc do techno co sam dobrze wiesz. Lubie posłuchac sobie muzyki elektronicznej (róznych gatunków) czy nawet jak mam faze to podejdzie mi afrykańskie tamtamowanie, co już wogóle ma tylko rytm. Ale wszystko to jest muzyką. Techno nie jest. Amen.

Może być jeszcze gorzej

Wracam sobie ostatnio do chaty autobusem a tam 4 sztuki młodzieży koło 15 lat i sobie słuchają takiego hiphopu "hwdp". Jeszsze sobie podśpiewują "zabić psa bla bla bla". To jest dopiero ciężkostrawne. Osobiście wolę już techno.

portret użytkownika Wesyr

Z tego typu wolę ostatnio:

Z tego typu wolę ostatnio: Hitler Walczył Dla Polski

--------------------------------
They killed Kenny. You bastards!

portret użytkownika tomakon

Czepiasz się. Ja lubię

Czepiasz się.
Ja lubię 120bpm. DnB. I inne - wystarczy, że niosą odpowiednią energię.
"bezsensowny bit, bez minimum melodii, ogłupiające i monotonne" - niejednokrotnie, ale bez przesady, unikaj wersji tanecznych.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Allowed HTML tags: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

CAPTCHA
Poniższy test ma za zadanie zablokować roboty sieciowe przed rejestrowaniem się oraz przed dodawaniem odpowiedzi.